„Operacja polska” NKWD była zaplanowaną przez władze sowieckie akcją eksterminacji mieszkańców ZSRS polskiego pochodzenia. Swoją skalą wyróżniała się nawet na tle zbrodniczego Wielkiego Terroru lat 1937-1938. Polaków mordowano wówczas 36 razy częściej niż innych obywateli Związku Sowieckiego. Mimo to ta jedna z największych zbrodni komunistycznych nadal nie istnieje w powszechnej świadomości społecznej.

Pierwsza strona rozkazu numer 00485, rozpoczynającego „Operację polską”

Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej w latach 1921-1924, z terenów Rosji sowieckiej do Polski przybyło około 1,2 mln przesiedleńców. Jednocześnie ustalenia ryskiego traktatu pokojowego, nazwane przez pisarza Michała K. Pawlikowskiego „przekleństwem kainowym”, pozostawiły po stronie sowieckiej liczną polską mniejszość narodową, skazując ją tym samym na niewolę i wyniszczenie. Ofiarami stali przede wszystkim Kresowiacy, czyli rdzenni mieszkańcy ziem dawnej I Rzeczpospolitej, które nie weszły w skład odrodzonej Polski. Osobną grupę obywateli sowieckich polskiego pochodzenia stanowili emigranci zarobkowi z XIX i początku XX w., potomkowie nawet XVII-wiecznych zesłańców, przesiedleńcy przymusowi z okresu I wojny światowej i polscy komuniści. Szacuje się, że w połowie lat 20., w ZSRS było od 1,3 do 1,5 mln Polaków. Znacznie więcej niż wynikałoby to z oficjalnego spisu ludności z 1926 r., który wykazał ich około 780 tys. Największe skupiska ludności polskiej zamieszkiwały Ukraińską i Białoruską SRS. Spore grupy Polaków mieszkały w dużych miastach, takich jak Moskwa, Leningrad, Odessa czy Kijów. Znaczną część tej ludności, zarówno wiejskiej, jak i miejskiej, potomków drobnej szlachty, chłopów, ale także robotników i inteligencję, łączyła z Polską więź tradycji i katolickiego wyznania.

 

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o zapomnianej zbrodni
ROZWIŃZwiń

W pierwszej połowie lat 20. politykę wobec Polaków w Rosji sowieckiej wyznaczała leninowska polityka narodowościowa, tzw. korienizacja. Zakładała ona koncesje wobec nierosyjskich narodów, uciskanych wcześniej przez carat. W tych ramach mieściło się m.in. przyznanie autonomii obszarom zamieszkałym przez skupiska ludności o zwartej tożsamości narodowej. Faktycznym celem idei „zakorzenienia”, której autorem był Józef Stalin, było wzbudzenie zaufania mniejszości do władzy komunistycznej, podporządkowanie i ostatecznie spacyfikowanie tendencji odśrodkowych w wieloetnicznym imperium, w którym Rosjanie stanowili raptem 40% populacji. Języki i kultury narodowe miały być jedynie narzędziem sowietyzacji i wychowania „nowego człowieka”.

Z inicjatywy polskich renegatów-komunistów, m.in. Juliana Marchlewskiego, Feliksa Dzierżyńskiego, Tomasza Dąbala czy Feliksa Kona, w miejscach, zamieszkanych w znacznym stopniu przez polską ludność, blisko granicy z II RP, utworzono Polskie Rejony Narodowe: Marchlewszczyznę na sowieckiej Ukrainie (1925 r.) i Dzierżyńszczyznę na Białorusi (1932 r.). Miały one stać się zalążkiem polskiej republiki sowieckiej i przygotować kadry polityczne do objęcia władzy po podboju Polski i przekształceniu jej w państwo komunistyczne. Eksperyment zaszczepiania komunizmu polskiej, głównie chłopskiej i niepiśmiennej ludności, prowadzony był rękami polskich komunistów. Licznie powstałe na terenie ukraińskiej i białoruskiej republiki sowieckiej polskie instytucje kulturalne i oświatowe, w tym polskie szkoły, których pod koniec lat 20. był ponad 700, oraz wydawane masowo w języku polskim, wówczas jednym z języków urzędowych, książki i czasopisma, służyły intensywnej indoktrynacji komunistycznej i ateistycznej.

Połowa mężczyzn jest w mundurach, pozostali są w marynarkach. Wszyscy siedzą w lesie i pozują wspólnie do zdjęcia.

Członkowie Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski. W środkowym rzędzie od lewej: Iwan Skworcow, Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski, Feliks Kon. 1920 rok

Po zdobyciu pełni władzy przez Stalina i zwycięstwie doktryny „socjalizmu w jednym kraju” nad trockistowską koncepcją eksportu rewolucji poza ZSRS Moskwa zaczęła odchodzić od polityki „korienizacji”, zastępując ją przymusową rusyfikacją. W latach 30., pod przykrywką „sowieckiego patriotyzmu”, komuniści na coraz większą skalę propagowali wielkoruski szowinizm. „Korienizacja” okazała się w nowych warunkach zbędna. Pociągnęło to za sobą prześladowania mniejszości narodowych. Na politykę ZSRS wpływ miała także sytuacja międzynarodowa lat 30., która utwierdzała Stalina w obsesji „okrążenia kapitalistycznego” oraz zbliżającej się wojny, w której to Polska, obok Niemiec i Japonii, miała odgrywać główną rolę. W tych okolicznościach reżym postanowił wyeliminować potencjalną „piątą kolumnę”. Ze szczególną nieufnością traktowano zatem mniejszość niemiecką i polską.

Duży drewniany budynek z podobizną Stalina.

Dom Ludowy w stolicy Dzierżyńszczyzny, czyli Dzierżyńsku. 1932 rok

W postrzeganiu Polaków jako „elementu niepewnego” mogło utwierdzić Stalina niepowodzenie polskiego eksperymentu narodowościowego. Ludność polska okazała się niepodatna na propagandę komunistyczną. Zwalczane i zakazane praktyki religijne, podobnie jak i polskość, Polacy kultywowali nadal w ukryciu. Zacięty opór, także zbrojny, stawiali przymusowej kolektywizacji. Na terenach zamieszkanych przez Polaków, przyniosła ona fiasko. Na Marchlewszczyźnie do 1932 r. udało się skolektywizować jedynie 15% gospodarstw (wobec około 60% w całym ZSRS). Polski opór złamał dopiero głód i wysiedlenia. W 1935 i 1937 r. tzw. polrejony zostały ostatecznie zniesione.

Sygnał do ich likwidacji i deportacji tamtejszej ludności dał Stalin, pod koniec 1934 r. W następstwie tego, w 1935 r. aresztowano administrację Marchlewszczyzny i polskich członków partii komunistycznej. Zgodnie z decyzją Komitetu Centralnego ukraińskiej partii komunistycznej, mówiącą o „oczyszczeniu” pasa przygranicznego, w maju i wrześniu 1936 r. deportowano do Kazachstanu około 100 tys. osób, z których większość stanowili Polacy. Zlikwidowano polskie instytucje i wydawnictwa, a ich pracowników aresztowano. Polaków usuwano ze wszystkich organizacji, a używanie języka polskiego zostało zakazane.

Polacy w Rosji sowieckiej, od początku jej istnienia, padali ofiarami kolejnych fal terroru, nieodłącznego instrumentu utrzymania i sprawowania władzy przez bolszewików. W okresie istnienia polskiej autonomii władze komunistyczne zwalczały przywiązanie do tradycyjnej tożsamości narodowej, piętnując ją jako „polski nacjonalizm burżuazyjny”. Od pierwszej połowy lat 20., ofiarą prześladowań stał się Kościół katolicki, do którego przynależność była zasadniczym elementem tożsamości narodowej dla około 80% Polaków w ZSRS. Za opór przeciwko tym działaniom, nasi rodacy byli aresztowani i rozstrzeliwani. Dodatkowo Polaków dotknęły represje kolektywizacji z lat 1929-1934, a wśród ofiar Wielkiego Głodu na Ukrainie, w latach 1932-1933, było około ich około 80 tysięcy. W tej liczbie znajdują się również mieszkańcy Marchlewszczyzny.

Pretekstem do nasilenia prześladowań była teoria z początku lat 30. o Polskiej Organizacji Wojskowej — fikcyjnej podziemnej strukturze dywersyjno-wywiadowczej, działającej rzekomo w porozumieniu z polskim wywiadem. Miała ona opleść ZSRS siatką szpiegowską, celem przygotowania powstania na wypadek polsko-sowieckiej wojny. Jako prowokację POW przedstawiano m.in. utworzenie polskiej autonomii. Od 1936 r. ścigano Polaków za rzekomą „współpracę” z POW, do której oskarżeni przyznawali się w wymuszonych torturami zeznaniach.

Czarnowłosy mężczyzna w mundurze, na którym widnieją cztery medale.

Michaił Petrowicz Frinowski, naczelnik Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego NKWD. Jedna z osób odpowiedzialnych za „Operację polską”

Apogeum represji, wymierzonych w ludność polską, przypadło na Wielki Terror lat 1937-1938, którego celami, obok innych grup społecznych, zwłaszcza chłopstwa, stały się mniejszości narodowe. Z kilkunastu przeprowadzonych wówczas operacji narodowościowych, „operacja polska” pochłonęła najwięcej ofiar.

Ostateczną rozprawę z Polakami uruchomiono z inicjatywy Stalina, na podstawie rozkazu nr 00485, podpisanego 11 sierpnia 1937 r. przez szefa NKWD Nikołaja Jeżowa, zatwierdzonego przez Biuro Polityczne WKP(b). „Rozkaz polski” wymieniał sześć kategorii celów: działaczy POW, pozostałych w ZSRS jeńców wojennych z Wojska Polskiego, zbiegów z Polski, polskich emigrantów politycznych i osoby pochodzące z wymiany więźniów politycznych, byłych członków PPS i innych polskich antysowieckich partii politycznych oraz „najaktywniejszą część lokalnego antysowieckiego elementu nacjonalistycznego z polskich rejonów narodowych”. Były one na tyle pojemne, że pozwalały objąć prześladowaniami wszystkich Polaków zamieszkałych w ZSRS. Zdarzały się nawet przypadki dobierania ofiar na podstawie książek telefonicznych czy adresowych. W ramach „operacji polskiej” rozprawiono się nawet z wiernymi ZSRS członkami Komunistycznej Partii Polski, która została przy tym zlikwidowana. Stanowili oni do 8% wszystkich ofiar.

 

 

 

 

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o zapomnianej zbrodni
ROZWIŃZwiń

Wedle rozkazu, w pierwszej kolejności miały być aresztowane osoby pracujące w organach NKWD, Armii Czerwonej, zakładach zbrojeniowych, transporcie, sektorze energetycznym oraz zakładach gazownictwa i przemysłu naftowego, a w następnej wszyscy pozostali, pracujący w przedsiębiorstwach przemysłowych, nieposiadających znaczenia dla obronności, w sowchozach, kołchozach i urzędach. Aresztowanych podzielono na dwie kategorie: pierwsza obejmowała „kadry polskiego wywiadu”, które miały zostać rozstrzelane natychmiast, druga osoby „mniej aktywne”, podlegający karze osadzenia w więzieniach i obozach na okres od 5 do 10 lat. Jako rzekomy cel operacji wskazano „całkowitą likwidację lokalnych organizacji POW i ich dywersyjno-szpiegowskich i powstańczych kadr w przemyśle, transporcie, sowchozach i kołchozach”. Ponieważ nie udało zrealizować zbrodniczego planu w ciągu zakładanych 3 miesięcy, operacja była kilkakrotnie przedłużana. O losie oskarżonych w „operacji polskiej” decydowały specjalne „dwójki” złożone z funkcjonariuszy NKWD oraz prokuratorów. Sprawy rozpatrywano w tzw. trybie albumowym. Decyzje miały być raportowane centrali NKWD i tam zatwierdzane przez Jeżowa oraz prokuratora generalnego ZSRS Andrieja Wyszynskiego. Faktycznie kontrola ta była fikcyjna. Postępowania były niejawne. Oskarżeni nie byli informowani o zarzutach ani o wyroku. Represje obejmowały także członków rodzin „wrogów ludu”. Dorośli byli skazywani na pozbawienie wolności, a dzieci umieszczano w domach dziecka.

Stalin w płaszczu w towarzystwie kilku osób, w tym uśmiechniętego Jeżowa w mundurze. Grupa idzie po miejskim wybrzeżu wzdłuż rzeki.

Nikołaj Jeżow (z prawej) u boku Józefa Stalina. To zdjęcie zostało później wyretuszowane, gdy Jeżow został rozstrzelany

Ofiary zabijano strzałem w tył głowy lub tłuczono na śmierć w piwnicach NKWD, specjalnych pomieszczeniach z wytłumionymi ścianami i nad dołami śmierci. Zwłoki chowano ukradkiem, razem z innymi ofiarami Wielkiego Terroru, w masowych grobach rozmieszczonych w oddalonych od cywilizacji lasach, na poligonach, w siedzibach NKWD czy, po spaleniu w krematoriach, w bezimiennych dołach na publicznych cmentarzach. Miejsca spoczynku ofiar rozsiane są po imperium sowieckim od Winnicy, Bykowni czy Kuropat, aż po Wyspy Sołowieckie czy obwód tomski. Większości nie ustalono do dziś.

Masowy terror, którego „operacja polska” była częścią, doprowadził do chaosu i zagroził stabilności państwa. Jego skala oraz „system albumowy” spowodowały paraliż aparatu represji. Brakowało miejsc dla aresztowanych. Decyzją Biura Politycznego z września 1938 roku, sprawy w ramach „operacji polskiej”, które pojawią się do 1 sierpnia 1939 roku, przejęły „trójki” złożone z funkcjonariuszy NKWD i przedstawiciela partii, a nowe przekazano sądownictwu. Spowodowało to pewne wyhamowanie represji. Wielki Terror zakończył się decyzją Biura Politycznego WKP(b) z 17 listopada 1938 r.

Przyjmuje się, że 70-80% ofiar „operacji polskiej” było Polakami. Dodatkowo w ramach innych akcji Wielkiego Terroru zginęło 20 tys. Polaków. Ostateczna liczba ofiar nie jest jednak znana. Szacuje się, że w czasie „operacji polskiej” mogło zostać zamordowanych od 111 do 140 tys. osób. Blisko 30 tys. skazano na łagry. Uniewinniono 40 osób, a co najmniej 100 tys. deportowano do Kazachstanu i na Syberię.

Władze II Rzeczpospolitej, choć nie znały pełnej i zbrodniczej skali „operacji polskiej”, to jednak miały świadomość brutalnego prześladowania ludności polskiej w ZSRS. Zachowały się jednak biernie. Zbrodnia na Polakach nie istniała w świadomości społeczeństwa polskiego, nawet po 1989 r. Dopiero w 2016 r. IPN podjął decyzję o wszczęciu postępowania karnego w tej sprawie. Duże zasługi dla ocalenia ofiar „operacji polskiej” od zapomnienia, ma prof. Mikołaj Iwanow, badający historię Polaków w ZSRS.

Udostępnij: