Jan Palach
Żył w latach 1948-1969. Student Uniwersytetu Karola w Pradze. Po śmierci ojca w 1962 r. był wychowywany samotnie przez matkę. W szkole interesował się historią, dużo czytał i uprawiał sport. W 1966 nie udało mu się dostać na studia historyczne na Uniwersytecie Karola, rozpoczął więc naukę w Wyższej Szkole Ekonomii. Tam w 1968 r. angażował się w wiece i dyskusje w gorącym okresie Praskiej Wiosny. Uczestniczył też w sierpniowych protestach przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego.
W październiku 1968 r. rozpoczął wymarzone studia historyczne. Uczestniczył w zakończonym porażką strajku studenckim i demonstracjach. W tym czasie zaczął myśleć o znalezieniu radykalnej formy protestu, która doprowadzi do zmiany sytuacji w kraju pogrążającym się w beznadziei. Przykładowo, jednemu z liderów ruchu studenckiego zaproponował zajęcie rozgłośni radiowej i nadanie audycji wzywającej do strajku generalnego.
Ostatecznie postanowił wstrząsnąć opinią publiczną, poświęcając własne życie. Do kilku adresatów skierował listy, w których przedstawił swoje żądania — zniesienie cenzury, zaprzestanie wydawanego przez okupantów pisma „Zpravy”, a przede wszystkim rozpoczęcie bezterminowego strajku. Dla wzmocnienia przesłania, list podpisał „Pochodnia nr 1” i zagroził, że w razie niespełnienia żądań zapłoną kolejne.
16 stycznia 1969 roku, po wysłaniu listów, udał się na plac Wacława, oblał się benzyną i podpalił. Po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów upadł, a płomienie ostały ugaszone przez przechodniów. Zawieziono go do szpitala, gdzie mimo ogromnego cierpienia Palach tłumaczył, że nie jest samobójcą, lecz protestuje na wzór buddyjskich mnichów w Wietnamie. 19 stycznia zmarł.
Protest Palacha wywołał wielki społeczny wstrząs, odbił się też szerokim echem na całym świecie. W całej Czechosłowacji odbywały się wielotysięczne ceremonie żałobne, kilkadziesiąt tysięcy osób wzięło udział w pogrzebie. Mimo że rzekoma grupa „żywych pochodni” w rzeczywistości nie istniała, Palach znalazł kilku naśladowców. Ożywienie społeczne było jednak krótkotrwałe i na dwadzieścia lat w Czechosłowacji zapanowała „normalizacja”.
Aby zatrzeć pamięć o bohaterskim studencie, władze usunęły z cmentarza rzeźbioną płytę nagrobną. Gdy to nie pomogło, w 1973 r. zmuszono matkę do zgodzenia się na ekshumację i skremowanie ciała, a grób zlikwidowano.

