Skrytobójcy z Kraju Rad

Paweł Sudopłatow

Ludzie, którzy na własnej skórze poznali realia sowieckiego totalitaryzmu i wydostali się na Zachód, byli przez rządzących w ZSRS uznawani za wielkie zagrożenie. Dlatego z polecenia Józefa Stalina utworzono w NKWD, specjalny wydział zajmujący się mordowaniem takich osób. Ofiary wskazywał osobiście tyran. Na jego liście znaleźli się byli szpiedzy, którzy porzucili służbę dla Związku Sowieckiego, ukraińscy nacjonaliści oraz emigranci publicznie ujawniający prawdę o zbrodniach reżymu. Skrytobójcze zamachy kontynuowano również po śmieci Stalina. Dopiero międzynarodowe skandale, wynikłe z serii wpadek, sprawiły, że Kreml zawiesił mordercze praktyki, w imię dbałości o swój wizerunek w oczach światowej opinii publicznej.

Były szef Zarządu Zadań Specjalnych NKWD Paweł Sudopłatow, we wspomnieniach opisał swe pierwsze spotkanie z samym Józefem Stalinem. W listopadzie 1937 r. został wezwany na Kreml w towarzystwie Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych Nikołaja Jeżowa. Podczas rozmowy Sudopłatow mógł pochwalić się wiedzą na temat Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), do której przystąpił dwa lata wcześniej, by rozpracować ją od środka. Tyran słuchał uważnie, po czym oznajmił obu gościom, że należy spodziewać się w Europie rychłego wybuchu wojny. Oznaczało to konieczność ukrócenia działalności osób, mogących w przyszłości wzniecać w Związku Sowieckim niepokoje i zaprzeczających wizerunkowi ZSRS, jako idealnej ojczyzny robotników i chłopów. Stalin zażyczył sobie, by istniejący od roku Zarząd Zadań Specjalnych NKWD eliminował takich ludzi częściej i skuteczniej. Zaś dla młodego Sudopłatowa, dopiero zaczynającego karierę w NKWD, tyran miał szczególnie odpowiedzialne misje.

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o Skrytobójcach z Kraju Rad
ROZWIŃZwiń

Pierwsza krew

Pozbywanie się niewygodnych dla Związku Sowieckiego, osiedlających się na Zachodzie, osób, zdarzało się przed 1937 r. sporadycznie. Do dziś nie udało się historykom ostatecznie rozstrzygnąć, czy w 1926 r. Szolem-Szmuel Szwarcbard, zabijając w Paryżu przywódcę Ukraińskiej Republiki Ludowej Symona Petlurę, dział na zlecenie sowieckich tajnych służb. Z kolei przywódca emigracyjnego Rosyjskiego Związku Ogólnowojskowego, gen. Aleksandr Kutiepow, który został w 1930 r. porwany w Paryżu przez grupę agentów OGPU, miał zostać dostarczony do Moskwy żywy. Pechowo generał zmarł podczas podróży na statku lub zaraz po dotarciu do ZSRS, najprawdopodobniej z powodu przedawkowania środków odurzających. Systematyczne prace nad doskonaleniem sposobów skrytobójstwa rozpoczął utworzony w 1936 r. Zarząd Zadań Specjalnych NKWD. Na pierwszą ofiarę wytypowano byłego agenta OGPU Gieorgija Agabiekowa, który w 1930 r. zbiegł do Francji z Turcji, gdzie wykonywał szpiegowską misję. Po porzuceniu służby rozpoczął karierę pisarską, publikując dwie sensacyjno-wspomnieniowe książki: Zapiski czekisty oraz CzeKa przy pracy. Stalin zażądał wówczas od Jeżowa rozprawienia się ze zdrajcą. W sierpniu 1937 r. Agabiekow zniknął. Byłego agenta najprawdopodobniej zasztyletowano, a jego ciało starannie ukryto.

Na kolejną ofiarę wytypowano Ignacego Poreckiego. Pochodzący z Ukrainy Polak porzucił pracę dla OGPU, przy okazji kradnąc powierzone mu fundusze operacyjne, przeznaczone dla działającej na terenie Francji siatki szpiegowskiej. Dodatkowo przekazał on francuskiej prasie list otwarty, skierowany do sowieckiego ambasadora w Paryżu. Opisał w nim „czystki”, jakie w aparacie partyjnym oraz w korpusie oficerskim przeprowadzało NKWD. Informacje o rozstrzeliwaniu tysięcy komunistów przyjęto nad Sekwaną z niedowierzaniem, mimo to Stalin zażądał głowy Poreckiego. Zadanie zgładzenia zdrajcy powierzono pracującemu dla sowieckich tajnych służb Bułgarowi Borisowi Afanasjewowi, którego Porecki darzył zaufaniem. Afanasjew we wrześniu 1937 roku, wraz ze szwagrem zaprosił Polaka na spotkanie w Lozannie. Tam w jednym z lokali zjedli obiad, wypijając przy tym sporo wódki. Pijany Porecki został wywieziony samochodem za miasto i zastrzelony. Byłych szpiegów zabijano dla przykładu, żeby wszyscy z tajnych służb ZSRS wiedzieli, iż dla zdrajców nie będzie litości. Jednak po spotkaniu Stalina z Jeżowem i Sudopłatowem, zapadła decyzja, że pora zabrać się także za Ukraińców. 

Nacjonaliści i trockiści

„Konowalec swoją osobą przedstawiał realne zagrożenie, ponieważ przygotowywał się do wojny z nami przy poparciu Niemiec” — powiedział Sudopłatow podczas rozmowy ze Stalinem na Kremlu. Enkawudziście udało się wcześniej pozyskać zaufanie płk. Jewhena Konowalca. Odgrywając rolę emisariusza ukraińskiego podziemia, spotykał się z przywódcą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów kilka razy na Zachodzie. Gdy tydzień po pierwszej audiencji u Stalina nastąpiła kolejna, tyran wydał rozkaz jak najszybszego zgładzenia Konowalca. „Nasz cel to ścięcie głowy ruchowi ukraińskiego faszyzmu w przeddzień wojny” — tak zapamiętał jego słowa Sudopłatow. Misję wykonał osobiście. W drogę zabrał ze sobą bombę, ukrytą przez sekcję techniczną NKWD w bombonierce z czekoladkami. Z Konowalcem był umówiony 23 maja 1938 r. w kawiarni Atlanta, nieopodal portu w Rotterdamie. Po rozmowie wręczył przywódcy OUN bombonierkę i powiedział, że musi jeszcze wrócić na statek. Po opuszczeniu lokalu Sudopłatow ukrył się w pobliskim sklepie. Tam poczekał na wybuch, by sprawdzić, czy pułkownik zginął. Następnie poszedł na dworzec kolejowy, żeby złapać pociąg do Paryża.

 

Paszport Jewhena Konowalca

Tymczasem Józef Stalin rozkazał zabójcom z NKWD rozprawić się z najbliższym współpracownikiem Lwa Trockiego, sekretarzem komunistycznej Czwartej Międzynarodówki Rudolfem Klemente. Trzej agencji NKWD zwabili Czecha na spotkanie gdzieś na przedmieściach Paryża 13 lipca 1938 r. „Turek zakłuł nożem Klementa, obciął mu głowę, zapakował ciało do walizki i wrzucił do Sekwany. Zwłoki odnalazła policja i zidentyfikowała, ale w tym czasie Taubman, Korotkow i Turek (trzej zamachowcy — przyp. aut.) byli już daleko od Paryża, w drodze do Moskwy” — wspominał Sudopłatow.

Po tym sukcesie Stalin powierzył mu przygotowania wyjątkowo ważnego morderstwa. Chodziło bowiem o dawnego kandydata do przejęcia władzy w ZSRS po Leninie — samego Lwa Trockiego. Postawiony na czele Zarządu Zadań Specjalnych Sudopłatow, realizację operacji o kryptonimie „Kaczka” powierzył doświadczonemu agentowi NKWD Leonidowi Eitingonowi. On zaś na zamachowca wybrał syna hiszpańskiej arystokratki, a zarazem fanatycznego komunistę Ramona Mercadera. Hiszpan uwiódł w Paryżu sekretarkę Trockiego, Sylvię Ageloff, a ta zorganizowała mu spotkanie ze swym pracodawcą, który właśnie przeprowadził się z Europy do Meksyku. Dzięki temu zamachowiec dostał się bez problemu do pilnie strzeżonej willi na przedmieściach Mexico City. Trockiego próbowano zabić kilka razy wcześniej, dlatego zazwyczaj bacznie się pilnował, lecz tym razem zwiodła go czujność. Hiszpan wszedł do gabinetu największego wroga Stalina z alpinistycznym czekanem ukrytym pod przerzuconym na przedramieniu płaszczem. Gdy po przywitaniu gościa Trocki schylił się nad przeglądanymi gazetami, Mercader wbił czekan w głowę ofiary. Trocki zmarł dzień po zamachu w szpitalu. Sowieckim służbom udało się ukryć na lata fakt, iż stoją za zabiciem rewolucjonisty. Podczas procesu, adwokat Mercadera przekonał sąd, iż jego klient to samotny desperat, który zemścił się za doznane od zamordowanego krzywdy. 

 

Aresztowany Ramón Mercader
Biogramy
Stalin Józef

Ofiary nowego genseka

Listę wrogów ZSRS, wyznaczonych przez Stalina do likwidacji, zamykał szef Zarządu OGPU na Europę Walter Kriwicki. W lecie 1937 r. zdekonspirował się w Paryżu, przekazując zachodnim służbom cenne informacje na temat sowieckiej agentury. Potem kilka lat zręcznie wymykał się nasyłanym nań zbójcom. Aż do 10 lutego 1941 roku, kiedy to znaleziono jego ciało w waszyngtońskim hotelu Bellevue. Dziennikarka „The Washington Post” Flora Lewis opisała, iż leżało na łóżku. „Kulę, która przebiła mózg, przechodząc od prawej skroni i wychodząc poniżej lewego ucha — uczyniła tam otwór wielkości sporego ziemniaka — znaleziono w ścianie pokoju hotelowego” — relacjonowała po latach. Prowadzący śledztwo detektyw D.L. Guest uznał, że ma do czynienia z samobójstwem. Policji nie zastanowiło, dlaczego, w pełnym hotelu i podczas nocnej ciszy, nikt nie usłyszał wystrzału. Sprawę zamknięto i odesłano do akt.

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o skrytobójcach z Kraju Rad
ROZWIŃZwiń

Podobnie stało się szesnaście lat później, gdy 12 października 1957 roku, na klatce schodowej kamienicy w Monachium, znaleziono ciało ukraińskiego działacza niepodległościowego Lwa Rebeta. Po oględzinach zwłok, lekarz sądowy orzekł zawał. Również zawał miał być przyczyną śmierci przywódcy OUN Stepana Bandery. Zupełnie jak w przypadku Rebeta, ciało znaleziono rankiem 15 października 1959 roku, na klatce schodowej kamienicy w Monachium, leżące nieopodal drzwi mieszkania należącego do Ukraińca. Nikt na Zachodzie nie podejrzewał nowego I Sekretarza KC Nikitę Chruszczowa, który przecież ujawnił część stalinowskich zbrodni, o to, że sięgnął po metody poprzednika. A jednak tak się działo. Po przekształceniu NKWD w KGB nadal funkcjonowała komórka nazwana Wydziałem 13, która przejęła funkcję Zarządu Zadań Specjalnych, doskonaląc metody dyskretnego mordowania niewygodnych osób. W przypadku Lewa Rebeta oraz Stepana Bandery, do ich zgładzenia użyto malutkiego pistoletu zasilanego baterią elektryczną, który wyrzucał ampułki zwierające mieszankę trucizn z przewagą cyjankali potasu. Ampułka rozpryskiwała się przed twarzą ofiary, a obłok trującej substancji szybko pozbawiał ją życia.

Oba dyskretne zamachy zamieniły się w wielki skandal za sprawą ich bezpośredniego wykonawcy, oficera KGB Bohdana Staszynskiego. Odznaczony przez Chruszczowa Orderem Czerwonego Sztandaru, Staszynski zbiegł wraz ze swoją żoną Ingą Pohl 12 sierpnia 1961 roku z NRD do Berlina Zachodniego. O jego konferencji prasowej, podczas której przyznał się do zamordowania dwóch ukraińskich przywódców, donosiły media na całym świecie. Większe zainteresowanie wzbudził tylko miotacz trucizny, którego miejsce ukrycia wskazał morderca. Chruszczow nie wybaczył służbom specjalnym kompromitacji. Do dymisji musiał podać się kierujący KGB Aleksander Szelepin. Jednocześnie zdegradowano lub usunięto ze służby siedemnastu wysokiej rangi oficerów. Tymczasem Staszynski, po krótkim pobycie w zachodnioniemieckim więzieniu, wraz z żoną wyjechał do USA.

 

Bratnia pomoc

Artykuł o zamordowaniu Markova

Chruszczow po ucieczce Staszynskiego zabronił mordowania mieszkających na Zachodzie dysydentów. Również jego następca Leonid Breżniew trzymał się tej reguły, acz godził się na wyjątki, jeśli z prośbą o pomoc zwrócił się któryś z krajów Bloku Wschodniego. Wówczas KGB zapewniało pomoc techniczną oraz doradztwo, lecz zamach wykonywał agent „bratniej służby”. W drugiej połowie lat 70. bułgarski minister spraw wewnętrznych gen. Dimitr Stojanow poprosił szefa KGB Jurija Andropowa o pomocy przy likwidacji najbardziej uciążliwych opozycjonistów przebywających w Europie Zachodniej. Przekazano wówczas bułgarskiej służbie bezpieczeństwa DS (Drżawna Sigurnost) partię parasoli wyposażonych w samopał i tłumik. Strzelały one kuleczkami śrutu ze stopu platyny i irydu. W każdej wydrążono malutki otworek, a następnie wlano 0,2 miligrama rycyny i zatkano woskiem. Taka dawka zabija każdego człowieka. Jednak pracujący dla Radia Wolna Europa Władimir Kostow cudem przeżył. Stało się tak dzięki grubemu swetrowi, jaki założył w samym środku lata. Gdy 26 sierpnia 1978 r. czekał na jednej ze stacji paryskiego metra, zamachowiec z parasolem wystrzelił mu prosto w plecy. Wprawdzie śrucina przebiła sweter, lecz utkwiła płytko pod łopatką w tkance tłuszczowej. Bułgarski dysydent przez następne dni ciężko chorował, lecz żył, bo z przytkanego zbiorniczka przedostały się do organizmu mikroskopijne ilości trucizny.

Tyle szczęście nie miał jego przyjaciel z Radia Wolna Europa, Georgi Markow. Agent DS trafił go śrutem w udo, gdy dysydent 7 września 1978 roku stał na londyńskim moście Waterloo, obok przystanku autobusowego. Markow konał przez trzy dni, a lekarze nie potrafili zdiagnozować przyczyny. Dopiero po śmierci wyjęto z małej ranki na udzie kuleczkę śrutu. Gdy stało się o tym głośno w mediach, Kostow pojechał do szpitala i wówczas w jego plecach znaleziono identyczny śrut ze zbiorniczkiem pełnym śmiercionośnej rycyny. Skandal, który uderzył w reputację Związku Sowieckiego, sprawił, że tamtejsze służby znów zaczęły z większą ostrożnością podchodzić do skrytobójczych misji. W tym samoograniczeniu się Sowieci wytrwali aż do upadku ZSRS i dopiero prezydent Władimir Putin przypomniał światu o starych, stalinowskich metodach.

 

  • Paweł Sudopłatow, Wspomnienia niewygodnego świadka, Warszawa 1999,
  • Roger Faligot i Remi Kauffer, Służby specjalne. Historia wywiadu i kontrwywiadu na świecie, Warszawa 2006,
  • Władimir Bukowski, Moskiewski Proces. Dysydent w archiwach Kremla, Warszawa 1999,
  • Christopher Andrew i Wasilij Mitrochin, Archiwum Mitrochina, Warszawa 2001,
  • Christopher Andrew, KGB, Warszawa 1997.
Udostępnij: