Na straży strumienia informacyjnego, docierającego do obywateli PRL-u, stał Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Tak naprawdę jednak stanowił on raptem ostatnie ogniwo systemu nadzoru. Wcześniej rolę cenzorów brali na siebie redaktorzy oraz ich szefowie, zawiadujący słowem i obrazem. To oni ponosili odpowiedzialność zawodową za to, z czym zetknie się odbiorca. Ten fakt motywował ich, by starannie pilnowali treści, a także autorów. Ci ostatni, jeśli marzyli o sławie i zarobku, musieli doskonalić się w autocenzurze.

Jerzy Albrecht, 1947
Komuniści ograniczali wolność słowa już od momentu przejęcia władzy w Polsce po 1945 roku, to jednak nie wystarczało cenzorom. Sowieckie wzorce nakazywały, by każdy rodzaj twórczości oraz przekazu wspierało totalitarne państwo. Nadzór cenzorski GUKPPiW nie mógł diametralnie zmienić postaw autorów i to oni sami musieli chcieć dostosować się do nowej rzeczywistości. Pierwsi o swojej roli dowiedzieli się pisarze. W dniach 20-23 stycznia 1949 roku zorganizowano w Szczecinie IV Walny Zjazd Związku Zawodowego Literatów Polskich. Na jego otwarciu szef Wydziału Kultury KC PZPR Stefan Żółkiewski poinformował: „Chcemy, aby literatura pomagała budować socjalizm w Polsce”. Państwo kończyło z oddawaniem do druku nowych dzieł, odbiegających od konwencji socrealistycznej. Podobnie rzecz się miała z artykułami prasowymi. Na podsumowaniu zjazdu ZZLP przekształcono w Związek Literatów Polskich, wzorując się na ZSRS.
Wyznaczeniem nowej roli środowisku filmowców zajął się kierownik Działu Propagandy, Kultury i Oświaty KC PZPR Jerzy Albrecht. Pod koniec listopada 1949 roku, podczas zjazdu w Wiśle, wydelegowany przez Albrechta historyk kina Jerzy Topelitz odczytał referat programowy pt. „Walka o film realizmu socjalistycznego”. Przekazał on zebrany filmowcom, iż: „Reżyser jest tylko twórcą ekranowej interpretacji dzieła literackiego; dziełem literackim stanowiącym postawę filmu jest scenariusz”. Słowo pisane po prostu łatwiej się cenzurowało. Reżyserom nakazywano więc przenosić na ekrany wcześniej zatwierdzone teksty. Jednocześnie nie zwalniało to z kolaudacji, czyli obejrzenia przez przedstawicieli władz filmu przed dopuszczeniem go do rozpowszechniania. Tak powstawał ukryty aparat cenzury, uzupełniający pracę GUKPPiW i kształtujący jednocześnie postawy twórców.

