W wyniku kryzysu naftowego, zapoczątkowanego pod koniec 1973 roku, koszty obsługi zadłużenia gwałtownie wzrosły. Wraz z licznymi błędami komunistycznych władz, przyczyniło się to do kolejnego kryzysu, którego coraz liczniejsze objawy widoczne były już w 1975 r. Nadzieję na poprawę sytuacji Gierek i jego współpracownicy widzieli w podwyżce cen. Miała ona przywrócić równowagę rynkową i dostarczyć środki na dokończenie rozpoczętych inwestycji.

Kartka na cukier z 1976 roku
Mimo obaw zdecydowano się na najbardziej radykalny wariant podwyżki cen, sięgający 69% na mięso i 100% na cukier. Zakładano, że ewentualne protesty zostaną zduszone przez zmobilizowane siły Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Prewencyjnie do wojska na zorganizowane naprędce „ćwiczenia” powołano blisko półtora tysiąca potencjalnych liderów protestów. W prasie, na kilka tygodni przed podwyżką, zaczęły się ukazywać artykuły, przekonujące czytelników, że jest ona niezbędna.
Reakcję Polaków miały złagodzić rekompensaty, które jednak przygotowano w wysokości proporcjonalnej do zarobków. W ten sposób poszkodowani zostali najmniej zarabiający, co przyczyniło się do rozgoryczenia społeczeństwa. Dodatkowe emocje wywołało także wystąpienie premiera Piotra Jaroszewicza w sejmie w czwartek 24 czerwca. Mimo iż „regulacja cen” miała wejść w życie od poniedziałku, propaganda twierdziła, że w ten sposób projekt poddano pod konsultacje społeczne. Była to jawna kpina, tym bardziej że tajemnicą poliszynela było to, że nowe cenniki wydrukowano już kilka dni wcześniej.
Zgodnie z przewidywaniami zapowiedź podwyżki wywołała strajki. Ponieważ działania aparatu bezpieczeństwa były skoncentrowane w dużych miastach, większość protestów miała miejsce w mniejszych ośrodkach. Największe znaczenie miały strajki w Płocku, Radomiu i Ursusie, ponieważ tam doszło także do demonstracji ulicznych. Strajki objęły ponad sto zakładów. W całym kraju pojawiły się napisy na murach i ulotki. W sklepach tworzyły się długie kolejki, ludzie starali się kupić jak najwięcej towarów po starej cenie. Także z miejsc, gdzie nie doszło do strajków, meldowano o powszechnym oburzeniu i niezadowoleniu ludności.

Blokada torów kolejowych w Ursusie. Źródło: IPN
W Płocku strajk objął kilkanaście zakładów, a największym odbył się w wielkiej rafinerii ropy naftowej, w której jednak do protestu przyłączyła się tylko część załogi. Po zakończeniu pracy pierwszej zmiany, przy bramie zakładu miał miejsce wiec, który przekształcił się w demonstrację uliczną. Początkowo zebrała się nieduża grupa, lecz po dotarciu pod siedzibę miejscowego komitetu PZPR, liczyła już kilka tysięcy osób. Wznoszono okrzyki, m.in. „My chcemy chleba”, „Żądamy obniżki cen”, „Chcemy chleba, a nie podwyżki”. Przedstawiciele lokalnych władz podjęli nieudane próby rozmów z demonstrantami. Gdy pojawiła się informacja o odwołaniu podwyżki, część manifestantów udała się do domu. Pozostałych rozproszyły jednostki ZOMO. W Ursusie w strajku udział wzięła większość załogi miejscowych Zakładów Mechanicznych. Po nieudanych próbach rozmowy z dyrekcją strajkujący postanowili zablokować pobliską linię kolejową, by w ten sposób poinformować cały kraj o swoim proteście. Trwał on cały dzień, ale podobnie jak w Płocku, część strajkujących rozeszła się po wysłuchaniu informacji o odwołaniu podwyżki. Reszta została zaatakowana przez ZOMO, które „przywróciło porządek”.