Przeciw podwyżce cen

Pierwsze lata rządów Edwarda Gierka w komunistycznej Polsce, przyniosły poprawę sytuacji gospodarczej. Było to możliwe dzięki zachodnim kredytom, jednak wobec braku prawdziwych reform, szybko nastąpiło załamanie. Gospodarkę miała uratować radykalna podwyżka cen, z której jednak władze pod wpływem masowych protestów musiały się wycofać.

Obaj panowie rozmawiają w otoczeniu kilku mężczyzn.

Leonid Breżniew (z lewej) i Edward Gierek (z prawej). Lata 70.

Gierek dobrze pamiętał okoliczności, w których doszedł do władzy — bunt robotników, znużonych trudną sytuacją gospodarczą, sprowokowany podwyżką cen. Początkowo po objęciu funkcji I sekretarza partii, dążył zarówno do wzrostu gospodarczego, jak i podniesienia poziomu życia. Zadanie to ułatwiły kredyty, chętnie udzielane nowym władzom komunistycznej Polski przez zachodnie banki i rządy. Większość tych pieniędzy zmarnowano na nietrafione inwestycje, a część po prostu „przejedzono”. Nie przeprowadzono żadnych prawdziwych reform, podstawą gospodarki pozostało komunistyczne centralne planowanie.

 

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o walce przeciw podwyżce cen
ROZWIŃZwiń

W wyniku kryzysu naftowego, zapoczątkowanego pod koniec 1973 roku, koszty obsługi zadłużenia gwałtownie wzrosły. Wraz z licznymi błędami komunistycznych władz, przyczyniło się to do kolejnego kryzysu, którego coraz liczniejsze objawy widoczne były już w 1975 r. Nadzieję na poprawę sytuacji Gierek i jego współpracownicy widzieli w podwyżce cen. Miała ona przywrócić równowagę rynkową i dostarczyć środki na dokończenie rozpoczętych inwestycji.

Niebieski bilet towarowy z datą i cyfrą 1.

Kartka na cukier z 1976 roku

Mimo obaw zdecydowano się na najbardziej radykalny wariant podwyżki cen, sięgający 69% na mięso i 100% na cukier. Zakładano, że ewentualne protesty zostaną zduszone przez zmobilizowane siły Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Prewencyjnie do wojska na zorganizowane naprędce „ćwiczenia” powołano blisko półtora tysiąca potencjalnych liderów protestów. W prasie, na kilka tygodni przed podwyżką, zaczęły się ukazywać artykuły, przekonujące czytelników, że jest ona niezbędna.

Reakcję Polaków miały złagodzić rekompensaty, które jednak przygotowano w wysokości proporcjonalnej do zarobków. W ten sposób poszkodowani zostali najmniej zarabiający, co przyczyniło się do rozgoryczenia społeczeństwa. Dodatkowe emocje wywołało także wystąpienie premiera Piotra Jaroszewicza w sejmie w czwartek 24 czerwca. Mimo iż „regulacja cen” miała wejść w życie od poniedziałku, propaganda twierdziła, że w ten sposób projekt poddano pod konsultacje społeczne. Była to jawna kpina, tym bardziej że tajemnicą poliszynela było to, że nowe cenniki wydrukowano już kilka dni wcześniej.

Zgodnie z przewidywaniami zapowiedź podwyżki wywołała strajki. Ponieważ działania aparatu bezpieczeństwa były skoncentrowane w dużych miastach, większość protestów miała miejsce w mniejszych ośrodkach. Największe znaczenie miały strajki w Płocku, Radomiu i Ursusie, ponieważ tam doszło także do demonstracji ulicznych. Strajki objęły ponad sto zakładów. W całym kraju pojawiły się napisy na murach i ulotki. W sklepach tworzyły się długie kolejki, ludzie starali się kupić jak najwięcej towarów po starej cenie. Także z miejsc, gdzie nie doszło do strajków, meldowano o powszechnym oburzeniu i niezadowoleniu ludności.

Tłum blokuje przejazd pociągu.

Blokada torów kolejowych w Ursusie. Źródło: IPN

W Płocku strajk objął kilkanaście zakładów, a największym odbył się w wielkiej rafinerii ropy naftowej, w której jednak do protestu przyłączyła się tylko część załogi. Po zakończeniu pracy pierwszej zmiany, przy bramie zakładu miał miejsce wiec, który przekształcił się w demonstrację uliczną. Początkowo zebrała się nieduża grupa, lecz po dotarciu pod siedzibę miejscowego komitetu PZPR, liczyła już kilka tysięcy osób. Wznoszono okrzyki, m.in. „My chcemy chleba”, „Żądamy obniżki cen”, „Chcemy chleba, a nie podwyżki”. Przedstawiciele lokalnych władz podjęli nieudane próby rozmów z demonstrantami. Gdy pojawiła się informacja o odwołaniu podwyżki, część manifestantów udała się do domu. Pozostałych rozproszyły jednostki ZOMO. W Ursusie w strajku udział wzięła większość załogi miejscowych Zakładów Mechanicznych. Po nieudanych próbach rozmowy z dyrekcją strajkujący postanowili zablokować pobliską linię kolejową, by w ten sposób poinformować cały kraj o swoim proteście. Trwał on cały dzień, ale podobnie jak w Płocku, część strajkujących rozeszła się po wysłuchaniu informacji o odwołaniu podwyżki. Reszta została zaatakowana przez ZOMO, które „przywróciło porządek”.

 

Grupa demonstrantów z flagami Polski jedzie ulicą.

Manifestacja w Radomiu na ulicy Żeromskiego. 1976. Źródło: IPN

Do największych protestów doszło w Radomiu. W strajku udział wzięło 25 przedsiębiorstw, w demonstracji ulicznej ponad 20 tysięcy osób. Naturalnym punktem zgromadzenia protestujących, była siedziba Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Miejscowy I sekretarz zgodził się przekazać do Warszawy postulaty strajkujących, przede wszystkim żądanie wycofania podwyżki. Później jednak, wraz ze współpracownikami, został ewakuowany z budynku, co wzburzyło demonstrantów. Wdarli się oni do siedziby partii, gdzie w bufecie znaleźli niedostępne w sklepach szynkę i wędliny. Podniosło to emocje, gmach zdemolowano, a następnie podpalono. Atak jednostek milicji zapoczątkował kilkugodzinne walki uliczne, które objęły spory obszar miasta. W ich trakcie, na skutek nieszczęśliwego wypadku, zginęło dwóch demonstrantów. Atakowano gmachy publiczne, niszczono sklepy. Milicja używała pałek, armatek wodnych i gazów łzawiących. Walki zakończyły się w godzinach wieczornych.

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o walce przeciw podwyżce cen

 

 

ROZWIŃZwiń
Tłum otacza autobus i płonący gmach.

Manifestacja w Radomiu. Na zdjęciu widać płonący gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. 1976. Źródło: IPN

Wobec skali protestów jeszcze tego samego dnia zapadła decyzja o odwołaniu podwyżki. Ogłosił ją w telewizji premier Jaroszewicz. To upokorzenie władza powetowała sobie masowymi represjami. Zatrzymano około tysiąca uczestników protestów, z których wielu brutalnie pobito. Milicja i straż więzienna stosowały tak zwane „ścieżki zdrowia” — aresztowani musieli biec pomiędzy dwoma szpalerami funkcjonariuszy, którzy bili ich pałkami. Gierek podczas partyjnej narady stwierdził, że protestującym trzeba pokazać „jak my ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy”. Polecenie to zrealizowano w formie wieców potępiających „warchołów i wichrzycieli”, kampania propagandowa przetoczyła się też przez media.

Był to wstęp do dalszych represji. Tysiące uczestników strajków zwolniono z pracy. Kilkaset osób zostało skazanych na kary aresztu i grzywny przez kolegia do spraw wykroczeń. 272 demonstrantów stanęło przed sądami, najwyższy wyrok wynosił 10 lat więzienia. Ofiarą wydarzeń stał się także ks. Roman Kotlarz, który w Radomiu błogosławił uczestników manifestacji. Kilkukrotnie pobity przez „nieznanych sprawców” (czyli funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa), zmarł 18 sierpnia 1976 r. Skala i waga represji wywołały odruchy solidarności. Zbierano pieniądze dla prześladowanych i ich rodzin, starano się zapewnić sądzonym pomoc prawną. Początkowo spontaniczna akcja, szybko przybrała zorganizowany charakter. W efekcie 23 września 1976 roku powołano Komitet Obrony Robotników.

 

O Komitecie Obrony Robotników możecie przeczytać tutaj: https://globalcommunism.info/komitet-obrony-robotnikow/

 

 

Udostępnij: