Pożyteczni wspólnicy zbrodni – zachodnie elity wobec komunizmu

Związek Sowiecki prowadził przeznaczoną na Zachód kampanię propagandową, służącą zamaskowaniu prawdziwej, zbrodniczej natury komunistycznego reżymu. Na Zachodzie znalazł dla niej nie tylko wdzięcznych odbiorców, ale i cennych sojuszników w postaci przedstawicieli tamtejszych elit. Zafascynowani sowieckim eksperymentem liczni intelektualiści, a także przedstawiciele świata polityki i gospodarki, upatrywali w kontaktach z reżymem szansy na realizację własnych interesów. Przez dziesiątki lat gorliwie współtworzyli fałszywy obraz Związku Sowieckiego, dezawuując jednocześnie głos jego ofiar. Tym samym stali się wspólnikami komunistycznych zbrodni.

Kawiarnia Cafe De Flore w starej kamienicy.

Paryska kawiarnia, w której spotykała się francuska inteligencja. Autor: Willem van de Poll, CC0, via Wikimedia Commons

Zbrodnia i terror istniały w pierwszym państwie komunistycznym od chwili jego powstania po przewrocie w 1917 r. Na Zachód docierały informacje o zbiorowych mordach, torturach, egzekucjach, obozach koncentracyjnych, pracy niewolniczej i zorganizowanym głodzie. Mimo to, komunistyczny eksperyment oczarował licznych zachodnich intelektualistów. Nie bez znaczenia miała tu sięgająca czasów oświecenia fascynacja zachodnich elit Rosją, a także wciąż żywa wiara w utopię i mit rewolucji, mającej wieść świat ku lepszej przyszłości.

 

 

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o pożytecznych wspólnikach zbrodni – zachodnich elitach wobec komunizmu
ROZWIŃZwiń
Pucołowaty mężczyzna z ulizanymi włosami.

John Reed

Powodowało to zamykanie oczu, czy nawet usprawiedliwianie zła, tkwiącego w samej istocie zarówno doktryny komunistycznej, jak i nowego reżymu. Podobnie, jednak z zupełnie z innych powodów, reagowali na zbrodniczość komunizmu ci, którzy cynicznie widzieli w Rosji partnera politycznego czy gospodarczego. Z drugiej strony Rosja sowiecka prowadziła intensywną kampanię propagandową, mającą stworzyć swój fałszywy wizerunek na użytek Zachodu. Szybko pojawili się tacy, którzy, jak amerykański dziennikarz John Reed, stali się łatwowiernymi przekaźnikami tego kłamliwego obrazu. Liczni zachodni wyznawcy oraz sympatycy: intelektualiści, dziennikarze, ludzie kultury i sztuki, okazali się cennymi sojusznikami sowieckiej propagandy. Sami przywódcy bolszewiccy określali ich pożytecznymi idiotami czy poputczikami (towarzyszami podróży, fellow travelerami).

Pozytywny obraz ZSRS był mu potrzebny dla nawiązania stosunków politycznych i gospodarczych z państwami zachodnimi, niezbędnych dla odbudowy i modernizacji komunistycznej gospodarki. Dlatego od początku lat 30. wyciszano pojawiającą się wcześniej na Zachodzie, szczególnie wśród artystów awangardowych, fascynację rewolucyjną przemocą, która miała utopić we krwi stary świat wraz z jego moralnymi „przesądami”. Znaleźli się poeci, jak Louis Aragon, którzy, w ślad za literatami sowieckimi, opiewali sowiecką policję polityczną GPU. Zamiast tego kreowano obraz ZSRS jako kraju normalnego i przewidywalnego dla zachodnich partnerów. Temu celowi służyła prowadzona z rozmachem od początku lat 30. kampania propagandowa, której istotnym wątkiem było ukrycie bolszewickich zbrodni oraz rozwijającego się wówczas systemu masowych represji – Gułagu.

Propaganda sowiecka padała na podatny grunt, szczególnie w czasie wielkiego kryzysu, gdy wydawało się, że komuniści zyskali uzasadnienie swoich antykapitalistycznych argumentów, a rozczarowani zachodnią rzeczywistością intelektualiści różnych opcji politycznych dostrzegli w Związku Sowieckim pozytywną przeciwwagę dla zachodnich problemów. Przedstawiano fałszywą antynomię upadającej cywilizacji zachodniej oraz witalnego, dynamicznie rozwijającego się ZSRS. Za potwierdzenie słuszności powyższego, uznano dojście Adolfa Hitlera do władzy w 1933 r. Propaganda sowiecka umacniała rozpowszechniony wśród zachodnich elit (a wzmocniony później po wojnie domowej w Hiszpanii) pogląd o Stalinie, jako bezalternatywnym antidotum dla nazizmu czy faszyzmu. Głoszono hasło „nie ma wrogów na lewicy”, a dawanie świadectwa prawdzie o sowieckich zbrodniach traktowano automatycznie jako poparcie dla Hitlera. Sojusznikami propagandy sowieckiej stali się także przedstawiciele świata polityki i biznesu, którzy widzieli w Rosji sowieckiej partnera handlowego i rynek zbytu o wielkim potencjale, tym bardziej cenny w dobie kryzysu na Zachodzie. Propagandowy obraz Kraju Rad, jako humanitarnego państwa sukcesu, pozwalał uzasadnić przed społeczeństwami Zachodu nawiązanie stosunków dyplomatycznych i podjęcie szeroko zakrojonej współpracy gospodarczej Stanów Zjednoczonych z ZSRS w latach 30. O skuteczności propagandy prosowieckiej świadczą liczne w owym czasie przypadki emigracji ekonomicznej z USA do Rosji sowieckiej.

Przedstawiciele elit zachodnich byli nie tylko wdzięcznymi odbiorcami sowieckiej propagandy, ale jej aktywnymi, choć nie zawsze świadomymi współtwórcami. Władze sowieckie same były zdziwione skalą ich naiwności, niemniej chętnie ją wykorzystywały, tak samo, jak próżność oraz sprzedajność zachodnich luminarzy. W zakłamywaniu rzeczywistości wspierali je zachodni korespondencji, jak np. Walter Duranty z „New York Timesa”, którego pochwały ZSRS doczekały się Pulitzera, a który wbrew znanym sobie faktom, negował istnienie Hołodomoru. Istotnym elementem ówczesnej kampanii propagandowej, były przyjazdy do ZSRS autorytetów – przedstawicieli świata polityki, kultury, nauki. Podczas starannie wyreżyserowanych wizyt, pod opieką specjalnie dobranych „przewodników”, goście mogli na własne oczy obejrzeć sowiecki „raj”. Program odwiedzin obejmował nie tylko zwiedzanie fabryk czy kołchozów, ale także łagrów czy więzień. W latach 30., kiedy niewolnicza praca więźniów stała się istotnym elementem tak podziwianej na Zachodzie gospodarki sowieckiej, liczne grupy zachodnich turystów oglądały obozy koncentracyjne, w ramach organizowanych przez biuro podróży Inturist wycieczek. Nie były to jednak prawdziwe miejsca śmierci i ludzkiego cierpienia, ale pokazowe, specjalnie zainscenizowane lokacje (jak najbardziej znany obiekt, w Bolszewie), które wedle oficjalnej wersji były humanitarnymi zakładami terapeutycznymi. Po powrocie zachodni goście spełniali zwykle wyznaczoną im przez Sowietów rolę, opiewając rzeczywistość ZSRS, w tym „najbardziej humanitarny system penitencjarny na świecie”. Wiele elit zachodnich uwierzyło w kłamliwą opowieść, firmowaną takimi nazwiskami jak np. Anatol France, Romain Rolland, Tomasz Mann, George Bernard Shaw czy Beatrice Webb, umniejszając jednocześnie wszelkie świadectwa prawdy o sowieckiej rzeczywistości. Na poparcie zachodnich intelektualistów Stalin mógł liczyć także w czasie wielkiego terroru i procesów moskiewskich. Wielu z nich odrzucało prawdę, choćby ze względów ideologicznych bądź koniunkturalnych. Na krytykę zdobyli się nieliczni. W wydarzeniach z końca lat 30. zachodnia opinia publiczna widziała walkę o władzę, zupełnie nie dostrzegając rozgrywającego się w cieniu, relacjonowanego przez media, dramatu milionów bezimiennych ofiar.

Martwi i umierający z głodu ludzie leżą pod płotem. Ulicą idą dwie kobiety, niezwracające na nich uwagi.

Hołodomor, Charków 1932. Autor: Alexander Wienerberger

Pewne otrzeźwienie przyszło wraz z sojuszem niemiecko-sowieckim w 1939 r., który propaganda sowiecka przedstawiała jako czysto taktyczny. Sprzymierzenie się Stalina, kreowanego dokąd na anty-Hitlera, z absolutnym złem, spotkało się na Zachodzie z potępieniem. Po inwazji III Rzeszy na ZSRS 22 czerwca 1941 roku, zachodnia propaganda dokonała gwałtownego zwrotu: II wojna światowa była przedstawiana w kategoriach moralnych, jako walką dobra ze złem. Stalin stał się więc mężem stanu, a nawet popularnym „wujkiem Joe”. Przy propagowaniu prosowietyzmu w sukurs władzom alianckim przyszli dziennikarze, pisarze, artyści, filmowcy. Kreowaniu pozytywnego obrazu ZSRS i Stalina towarzyszyło tuszowanie sowieckich przestępstw, np. zbrodni katyńskiej. Świadkom Gułagu napływającym na Zachód szeroką falą, zamykano usta.

Sytuacja uległa zmianie po rozpoczęciu w 1947 r. zimnej wojny. ZSRS ponownie stało się państwem wrogim, a prawda o jego zbrodniach przestała być przez władze alianckie zakłamywana. Także w części środowisk zachodnich lewicowych elit pojawił się antysowiecki ferment. Przyczynili się do tego w dużej mierze byli komuniści, którzy stracili „wiarę” i teraz demaskowali prawdziwą naturę czerwonego reżymu, jak np. Artur Koestler, autor Ciemności w południe, książki poświęconej wielkiej czystce w ZSRS. Głos zyskał również George Orwell, którego Folwark zwierzęcy, wcześniej wstrzymany przez cenzurę, ukazał się ostatecznie w 1945 r.

Mimo to po wojnie ZSRS i Stalin mieli wciąż wielu sympatyków, powtarzających slogany sowieckiej propagandy i z uporem podważających liczne świadectwa ocalonych z nieludzkiej ziemi. Wpływy komunizmu szczególnie odczuwalne były we Francji, gdzie działała silna partia komunistyczna. Tam, wobec doświadczeń II wojny światowej oraz nastrojów antyamerykańskich, komunistyczna propaganda trafiała na podatny grunt. To we Francji do walki o prawdę o Związku Sowieckim doszło na sali sądowej, podczas głośnych procesów Krawczenki i Rousseta, jakie miały miejsce na przełomie lat 40. i 50. Wiktor Krawczenko, uciekinier z ZSRS napisał książkę Wybrałem wolność. Autor pozwał o zniesławienie tygodnik „Les Lettres Françaises”, który próbował jego utwór zdyskredytować, prowadząc wymierzoną w autora kampanię oszczerstw. Sprawa zakończyła się kompromitacją komunistycznego periodyku i porażką obliczonej na Zachód sowieckiej propagandy. Podobny finał miał proces, wytoczony tej samej gazecie przez Davida Rousset’a, byłego komunistę i więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego, który porównał obozy Stalina do hitlerowskich, czym doprowadził do furii prasę komunistyczną. W obu procesach przed sądem świadczyli byli więźniowie sowieckich łagrów. Pozwoliło to na publiczne skonfrontowanie kłamstwa propagowanego przez francuskie elity z prawdą ofiar. Pomimo wielości świadectw, część lewicowych intelektualistów pozostawała odporna na fakty i nadal negowała lub usprawiedliwiała komunistyczne zbrodnie, jak francuski pisarz Jean-Paul Sartre, modelowy przykład zachodniego „pożytecznego idioty”.

Restauracja w starej kamienicy. Kelner właśnie zbiera naczynia.

Paryska restauracja Bonaparte. Pod tym samym adresem mieszkał Sartre. Autorka: Magdalena Roeseler from Zug, SwitzerlandCC BY 2.0, via Wikimedia Commons

Kłamstwo wokół prawdziwego charakteru sowieckiego reżymu powoli się kruszyło. W 1956 r. na XX zjeździe sowieckiej partii Chruszczow wyjawił część prawdy o zbrodniach Stalina. Fakt, że informacja ta pochodziła z ust sowieckiego przywódcy, zrobił wrażenie na Zachodzie i zadał kłam twierdzeniom, że zbrodnie są wymysłem antykomunistycznej propagandy. Podważyło to też autorytet chwalców komunizmu. Świadomość niedoskonałości systemu zachwiała wiarą wielu komunistów i poputczików. Nadal nie brakowało jednak kłamców, przekonujących, że zbrodnie miały miejsce tylko w okresie rządów Stalina i negowali ich skalę. Inni szukali dla nich usprawiedliwień. Głosili np. fałszywą teorię, jakoby wpisywały się one w „logikę dziejów” i były niezbędnym warunkiem przeprowadzenia w Rosji szybkiej modernizacji i uprzemysłowienia. Byli i tacy, np. wspomniany Sartre, którzy uważali rewelacje Chruszczowa za błąd, a po rozczarowaniu Stalinem, przenieśli swoje sympatie na innych masowych zbrodniarzy, szczególnie przywódcę chińskich komunistów Mao Zedonga i Fidela Castro. Nimi też, a nie sowieckimi przywódcami, fascynowała się zbuntowana młodzież w 1968 r.

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o pożytecznych wspólnikach zbrodni – zachodnich elitach wobec komunizmu
ROZWIŃZwiń

Więźniowe Gułagu podczas katorżniczej pracy przy budowie kanału Białomorsko-Bałtyckiego

Na Zachodzie pojawiało się coraz więcej świadectw ofiar komunizmu. Trzęsieniem ziemi, szczególnie we Francji, okazało się wydanie na Zachodzie Archipelagu Gułag, świadectwa łagrów rosyjskiego pisarza Aleksandra Sołżenicyna. Ten akt oskarżenia przeciwko komunizmowi zasadniczo zmienił podejście do komunizmu, szczególnie we Francji, której elity najdłużej opierały się prawdzie. Negowanie zbrodniczej natury systemu sowieckiego było nadal obecne, jednak przestało w debacie publicznej dominować. Zachodnia opinia publiczna głośno upominała się teraz o represjonowanych w ZSRS dysydentów i z oburzeniem reagowała np. na wykorzystaniu psychiatrii jako narzędzia represji.

Swego rodzaju probierzem dla postaw zachodnich elit wobec komunizmu było wydanie w 1997 r. we Francji Czarnej księgi komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania. Ta próba oszacowania liczby ofiar komunizmu z różnych części świata, a zwłaszcza wstęp autorstwa historyka Stéphane’a Courtois, wzbudziła bardzo ostre dyskusje na Zachodzie. Przedmiotami ataku, zwłaszcza ze strony środowisk komunistycznych i lewicowych, były m.in. teza, że przemoc jest nieodłączną cechą komunizmu oraz zestawienie reżimu komunistycznego z nazistowskim. To porównanie do dziś budzi na Zachodzie kontrowersje, a niektóre dawne argumenty (m.in. o roli Stalina w pokonaniu Hitlera) nadal pozostają w obiegu.

Udostępnij: