
John Reed
Powodowało to zamykanie oczu, czy nawet usprawiedliwianie zła, tkwiącego w samej istocie zarówno doktryny komunistycznej, jak i nowego reżymu. Podobnie, jednak z zupełnie z innych powodów, reagowali na zbrodniczość komunizmu ci, którzy cynicznie widzieli w Rosji partnera politycznego czy gospodarczego. Z drugiej strony Rosja sowiecka prowadziła intensywną kampanię propagandową, mającą stworzyć swój fałszywy wizerunek na użytek Zachodu. Szybko pojawili się tacy, którzy, jak amerykański dziennikarz John Reed, stali się łatwowiernymi przekaźnikami tego kłamliwego obrazu. Liczni zachodni wyznawcy oraz sympatycy: intelektualiści, dziennikarze, ludzie kultury i sztuki, okazali się cennymi sojusznikami sowieckiej propagandy. Sami przywódcy bolszewiccy określali ich pożytecznymi idiotami czy poputczikami (towarzyszami podróży, fellow travelerami).
Pozytywny obraz ZSRS był mu potrzebny dla nawiązania stosunków politycznych i gospodarczych z państwami zachodnimi, niezbędnych dla odbudowy i modernizacji komunistycznej gospodarki. Dlatego od początku lat 30. wyciszano pojawiającą się wcześniej na Zachodzie, szczególnie wśród artystów awangardowych, fascynację rewolucyjną przemocą, która miała utopić we krwi stary świat wraz z jego moralnymi „przesądami”. Znaleźli się poeci, jak Louis Aragon, którzy, w ślad za literatami sowieckimi, opiewali sowiecką policję polityczną GPU. Zamiast tego kreowano obraz ZSRS jako kraju normalnego i przewidywalnego dla zachodnich partnerów. Temu celowi służyła prowadzona z rozmachem od początku lat 30. kampania propagandowa, której istotnym wątkiem było ukrycie bolszewickich zbrodni oraz rozwijającego się wówczas systemu masowych represji – Gułagu.
Propaganda sowiecka padała na podatny grunt, szczególnie w czasie wielkiego kryzysu, gdy wydawało się, że komuniści zyskali uzasadnienie swoich antykapitalistycznych argumentów, a rozczarowani zachodnią rzeczywistością intelektualiści różnych opcji politycznych dostrzegli w Związku Sowieckim pozytywną przeciwwagę dla zachodnich problemów. Przedstawiano fałszywą antynomię upadającej cywilizacji zachodniej oraz witalnego, dynamicznie rozwijającego się ZSRS. Za potwierdzenie słuszności powyższego, uznano dojście Adolfa Hitlera do władzy w 1933 r. Propaganda sowiecka umacniała rozpowszechniony wśród zachodnich elit (a wzmocniony później po wojnie domowej w Hiszpanii) pogląd o Stalinie, jako bezalternatywnym antidotum dla nazizmu czy faszyzmu. Głoszono hasło „nie ma wrogów na lewicy”, a dawanie świadectwa prawdzie o sowieckich zbrodniach traktowano automatycznie jako poparcie dla Hitlera. Sojusznikami propagandy sowieckiej stali się także przedstawiciele świata polityki i biznesu, którzy widzieli w Rosji sowieckiej partnera handlowego i rynek zbytu o wielkim potencjale, tym bardziej cenny w dobie kryzysu na Zachodzie. Propagandowy obraz Kraju Rad, jako humanitarnego państwa sukcesu, pozwalał uzasadnić przed społeczeństwami Zachodu nawiązanie stosunków dyplomatycznych i podjęcie szeroko zakrojonej współpracy gospodarczej Stanów Zjednoczonych z ZSRS w latach 30. O skuteczności propagandy prosowieckiej świadczą liczne w owym czasie przypadki emigracji ekonomicznej z USA do Rosji sowieckiej.
Przedstawiciele elit zachodnich byli nie tylko wdzięcznymi odbiorcami sowieckiej propagandy, ale jej aktywnymi, choć nie zawsze świadomymi współtwórcami. Władze sowieckie same były zdziwione skalą ich naiwności, niemniej chętnie ją wykorzystywały, tak samo, jak próżność oraz sprzedajność zachodnich luminarzy. W zakłamywaniu rzeczywistości wspierali je zachodni korespondencji, jak np. Walter Duranty z „New York Timesa”, którego pochwały ZSRS doczekały się Pulitzera, a który wbrew znanym sobie faktom, negował istnienie Hołodomoru. Istotnym elementem ówczesnej kampanii propagandowej, były przyjazdy do ZSRS autorytetów – przedstawicieli świata polityki, kultury, nauki. Podczas starannie wyreżyserowanych wizyt, pod opieką specjalnie dobranych „przewodników”, goście mogli na własne oczy obejrzeć sowiecki „raj”. Program odwiedzin obejmował nie tylko zwiedzanie fabryk czy kołchozów, ale także łagrów czy więzień. W latach 30., kiedy niewolnicza praca więźniów stała się istotnym elementem tak podziwianej na Zachodzie gospodarki sowieckiej, liczne grupy zachodnich turystów oglądały obozy koncentracyjne, w ramach organizowanych przez biuro podróży Inturist wycieczek. Nie były to jednak prawdziwe miejsca śmierci i ludzkiego cierpienia, ale pokazowe, specjalnie zainscenizowane lokacje (jak najbardziej znany obiekt, w Bolszewie), które wedle oficjalnej wersji były humanitarnymi zakładami terapeutycznymi. Po powrocie zachodni goście spełniali zwykle wyznaczoną im przez Sowietów rolę, opiewając rzeczywistość ZSRS, w tym „najbardziej humanitarny system penitencjarny na świecie”. Wiele elit zachodnich uwierzyło w kłamliwą opowieść, firmowaną takimi nazwiskami jak np. Anatol France, Romain Rolland, Tomasz Mann, George Bernard Shaw czy Beatrice Webb, umniejszając jednocześnie wszelkie świadectwa prawdy o sowieckiej rzeczywistości. Na poparcie zachodnich intelektualistów Stalin mógł liczyć także w czasie wielkiego terroru i procesów moskiewskich. Wielu z nich odrzucało prawdę, choćby ze względów ideologicznych bądź koniunkturalnych. Na krytykę zdobyli się nieliczni. W wydarzeniach z końca lat 30. zachodnia opinia publiczna widziała walkę o władzę, zupełnie nie dostrzegając rozgrywającego się w cieniu, relacjonowanego przez media, dramatu milionów bezimiennych ofiar.

Hołodomor, Charków 1932. Autor: Alexander Wienerberger
Pewne otrzeźwienie przyszło wraz z sojuszem niemiecko-sowieckim w 1939 r., który propaganda sowiecka przedstawiała jako czysto taktyczny. Sprzymierzenie się Stalina, kreowanego dokąd na anty-Hitlera, z absolutnym złem, spotkało się na Zachodzie z potępieniem. Po inwazji III Rzeszy na ZSRS 22 czerwca 1941 roku, zachodnia propaganda dokonała gwałtownego zwrotu: II wojna światowa była przedstawiana w kategoriach moralnych, jako walką dobra ze złem. Stalin stał się więc mężem stanu, a nawet popularnym „wujkiem Joe”. Przy propagowaniu prosowietyzmu w sukurs władzom alianckim przyszli dziennikarze, pisarze, artyści, filmowcy. Kreowaniu pozytywnego obrazu ZSRS i Stalina towarzyszyło tuszowanie sowieckich przestępstw, np. zbrodni katyńskiej. Świadkom Gułagu napływającym na Zachód szeroką falą, zamykano usta.
Sytuacja uległa zmianie po rozpoczęciu w 1947 r. zimnej wojny. ZSRS ponownie stało się państwem wrogim, a prawda o jego zbrodniach przestała być przez władze alianckie zakłamywana. Także w części środowisk zachodnich lewicowych elit pojawił się antysowiecki ferment. Przyczynili się do tego w dużej mierze byli komuniści, którzy stracili „wiarę” i teraz demaskowali prawdziwą naturę czerwonego reżymu, jak np. Artur Koestler, autor Ciemności w południe, książki poświęconej wielkiej czystce w ZSRS. Głos zyskał również George Orwell, którego Folwark zwierzęcy, wcześniej wstrzymany przez cenzurę, ukazał się ostatecznie w 1945 r.