Żelazna kurtyna, oddzielająca blok wschodni od Zachodu, miała nie tylko symboliczne znaczenie. Granice państw komunistycznych były pilnie strzeżone. Budowano na nich zasieki z drutu kolczastego, przez wiele lat znajdował się on pod napięciem. Mimo przeszkód, obywatele „komunistycznego raju” nieustannie podejmowali próby ucieczki.

Karel Truksa i Jarosław Konvalinka. Źródło: książka Hrdinové železné opony Ivo Pejčocha.

Jedna z najbardziej niezwykłych historii masowej ucieczki wydarzyła się we wrześniu 1951 r. w Czechosłowacji. Próby przedostania się na Zachód przy pomocy pociągu były dość częste. Zwykle jednak ukrywano się w specjalnie przygotowanych skrytkach lub w podwoziu wagonu. Tym razem uciekinierzy… porwali cały pociąg!

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o pociągu wolności
ROZWIŃZwiń

Całą akcję przygotowała wcześniej grupa, do której należeli między innymi maszynista Jaroslav Konvalinka, zawiadowca stacji w Chebie Karel Truksa, urzędnik Václav Trobl i lekarz Jaroslav Švec. Pragnęli oni umożliwić ucieczkę jak największej grupie osób, a przy tym uniknąć ofiar. Do realizacji planu wybrano pociąg ekspresowy z Pragi, zmierzający do graniczącego z Niemcami miasta Aš. 11 września 1951 r. jego maszynistą był Konvalinka, a na przedostatniej stacji do pociągu wsiedli pozostali spiskowcy wraz z rodzinami. Wówczas maszynista wyłączył hamulce awaryjne.

Na okładce jest sowiecki pociąg i amerykańska flaga. Cała okładka jest w kolorach czerwieni, a tytuł głosi "Za sluncem svobody"

Okładka autobiografii Truksy i Konvalinki

Ucieczka była możliwa, ponieważ zwrotnica była nadal przestawiona w kierunku granicy po wcześniejszym transporcie towarowym. Pociąg podjechał na stację Aš z normalną prędkością, minął ją i zaczął przyspieszać. Zdezorientowani pasażerowie, z których większość nie była wtajemniczona w plan, wpadli w panikę. Jedyną osobą, która mogła przeszkodzić porywaczom, był palacz Kolabza, gorliwy komunista. Został on jednak sterroryzowany przez jednego ze spiskowców przy pomocy pistoletu.

Rozpędzony pociąg bez problemu sforsował drewnianą zaporę ustawioną na granicy i po chwili zatrzymał się około kilometra za nią. Wkrótce potem pojawiły się amerykańskie jednostki. Pociąg opuściło 25 spiskowców i członków ich rodzin, do których dołączyło 9 innych pasażerów, którzy postanowili skorzystać z okazji. Pozostałych 77 osób zdecydowało się powrócić do Czechosłowacji, gdzie poddano ich intensywnym przesłuchaniom.

Sprawa natychmiast stała się sensacją.

O niezwykłej ucieczce pisały media na całym świecie. Amerykanie wydrukowali również specjalną ulotkę w języku czeskim. Osiem milionów sztuk tych ulotek wysłano balonami na terytorium Czechosłowacji. Konvalinka i Truksa, wraz z rodzinami, otrzymali amerykańskie obywatelstwo i odbyli tournée po Stanach Zjednoczonych, opisując swoją historię. Większość pozostałych uciekinierów osiadła w Kanadzie.

Historia ma niestety swój smutny epilog. Komunistyczne władze lepiej zabezpieczyły granice, by uniemożliwić kolejne tego typu ucieczki, a ponieważ sprawy nie dało się ukryć, rozpętano wielką kampanię propagandową, oskarżając organizatorów ucieczki o współpracę z zachodnimi wywiadami. Aparat bezpieczeństwa poddał inwigilacji 171 osób, z których 70 skazano. Były wśród nich zarówno przypadkowe osoby, jak i członkowie rodzin oraz znajomi uciekinierów, których jedyną „winą” była wiedza o planowanej ucieczce. František Šilhart został już w grudniu 1951 r. skazany na karę śmierci, którą później zmieniono na dożywocie. Inne wyroki sięgały od dwu i pół do 25 lat więzienia.

 

Udostępnij: