Ministerstwo prawdy w Polsce Ludowej

Szykujący się do przejęcia władzy na ziemiach polskich komuniści, jeszcze będąc w ZSRS, wprawiali się w cenzurowaniu. Uczyli ich sowieccy specjaliści, którzy przygotowali nawet ustawę, powołującą do życia urząd kontrolujący obieg informacji w Polsce Ludowej. Potem system nadzoru nad mediami oraz dziełami sztuki w PRL-u jedynie rozbudowywano i udoskonalano. Komuniści wierzyli, iż tym sposobem da się wykreować sztuczną rzeczywistość, niemającą wiele wspólnego z realnym życiem, a w którą mimo to uwierzą ludzie.

Zezwolenie z 22 grudnia 1954 r. na wydawanie  tygodnika „Głos Krośnieński”. Źródło: Marian MikołajczykCC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Tworzony z nakazu Józefa Stalina Związek Patriotów Polskich, miał stać się zalążkiem przyszłego rządu. Na zjeździe organizacji w Moskwie, 9 czerwca 1943 roku, przyjęto statut i „wybrano” Zarząd Główny, którego przewodniczącą została, zgodnie z nakazem Kremla, Wanda Wasilewska. Trzy dni później w ramach ZPP powstał Wydział Prasy i Informacji, kierowany przez Stefana Jędrychowskiego. Jednym z jego głównych zadań było kontrolowanie i cenzurowanie tekstów publikowanych przez polskojęzyczną prasę, wydawaną pod egidą ZPP. Tak polscy komuniści przygotowywali się do przejmowania władzy w okupowanym przez Niemców kraju. Sowieccy mentorzy uczyli ich, że informacja odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu świadomości obywateli. Dlatego za wszelką cenę należy dążyć do sprawowania nad nią kontroli tak, aby zmienić ją w użyteczną dla rządzących propagandę.

 

Kliknij „Rozwiń” i przeczytaj więcej o Ministerstwie prawdy w Polsce Ludowej
ROZWIŃZwiń

Cenzura z bratnią pomocą

Jakub Berman

„Dla was, jako pracowników kontroli prasy, ważnym jest mieć poczucie granic krytyki, granic dopuszczalnej krytyki” – podkreślał 23 maja 1945 r. członek Biura Politycznego PPR Jakub Berman, przemawiając do uczących się dopiero swego fachu cenzorów. W październiku 1945 r. zatrudniano ich w utworzonym wówczas Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, który podporządkowano Radzie Ministrów. Dopiero potem postanowiono ująć w ramy prawne proceder cenzury prewencyjnej. Pierwszy projekt ustawy, przygotowany przez Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, bardzo rozczarował Nikołaja Bułganina. Nadzorujący polskich towarzyszy zaufany człowiek Stalina, nazwał ich pomysł na cenzurę: „liberalnym i nieudolnym”. Do przeredagowania ważnego aktu prawnego oddelegował więc dwóch doświadczonych cenzorów „Gławlitu” (radzieckiej cenzury). Napisaną przez nich ustawę strona polska ogłosiła w formie dekretu Krajowej Rady Narodowej 5 lipca 1946 r. Powstały (a właściwie zalegalizowany) za jej sprawą Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (GUKPPiW), objął nadzorem wszelkie publikacje ukazujące się drukiem, na czele z prasą i książkami, a także: sztuki teatralne, audycje radiowe i inne formy przekazu informacji, z pracami naukowymi oraz nekrologami włącznie.

Decyzje podejmowane przez cenzorów były ostatecznie i nieodwołalne. W kolejnych latach rozszerzano zakres obowiązków instytucji zlokalizowanej przy ul. Mysiej w Warszawie. Szło za tym zwiększanie puli etatów cenzorskich, których liczba na początku lat 50. wynosiła ok. 350. Jednocześnie do 1953 roku, we wszystkich miastach wojewódzkich, powstały Wojewódzkie Urzędy Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk (WUKPPiW), będące delegaturami GUKPPiW. Ów rdzeń systemu kontroli sukcesywnie uzupełniano instytucjami pomocniczymi. W Ministerstwie Oświaty w 1947 r. powstała Komisja Doradcza do Spraw Wydawniczych, zajmująca się cenzurowaniem m.in. podręczników szkolnych. Z kolei wstępną kontrolą twórczości literackiej zajął się Departament Literatury, utworzony w ramach Ministerstwa Kultury i Sztuki (później przemianowany na Wydział Twórczości Artystycznej). W tym samym ministerstwie cenzurę filmów powierzono komisjom kolaudacyjnym. Dopiero po przejściu przez to sito, dzieło kontrolował pracownik GUKPPiW. Gdy system nadzoru nad informacją się ukształtował, nie zmieniła go nawet liberalizacja, jaka miała miejsce w PRL po dojściu do władzy Władysława Gomułki.

 

Legalizowanie nielegalnej kontroli

„W okresie poodwilżowym w latach 1956-1959, «Ministerstwo Prawdy» przechodziło kryzys spowodowany nakładaniem nań kolejnych zadań; w efekcie, biorąc pod uwagę kiepskie wykształcenie kadry pracowniczej «Urząd zaprzestał wykonywania niektórych swych funkcji»” zauważa w monografii Cenzura wobec literatury polskiej w latach osiemdziesiątych XX wieku Wiktor Henryk Gardocki. Te przejściowe trudności udało się z czasem przezwyciężyć, dbając o zatrudnienie na etatach osób z wyższym wykształceniem. Kolejny kryzys przyniosło przyjrzenie się codziennej działalności GUKPPiW, przez Najwyższą Izbę Kontroli w połowie lat 60. „Kontrola NIK-u uznała nas za instytucję niemal nielegalną, nie było statutu odpowiadającego aktualnym potrzebom urzędu, aktów erekcyjnych dotyczących powstania niektórych wojewódzkich urzędów” poinformował podwładnych w 1966 r. nowy prezes GUKPPiW Józef Siemek. Wraz z nim na Mysiej kierownicze stanowiska objęli nowi ludzie, mający zapanować nad bałaganem. Przy tej okazji władze PRL zaczęły myśleć, jak… zalegalizować działalność cenzorów. Łamała ona bowiem zasady pracy urzędów, określone w 1960 r. przez Kodeks Postępowania Administracyjnego. Wedle prawa wszystkie organy administracji państwowej zobowiązane były każdą decyzję dotyczącą obywatela uzasadnić i podać na piśmie w sposób jawny. Cenzorzy informowali autorów dzieł o swych decyzjach ustnie lub też sami wprowadzali poprawki. Z niczego nie musieli się tłumaczyć. Te zupełnie bezprawne poczynania pod koniec rządów Gomułki zamierzano uregulować nową ustawą. Ostatecznie, gdy władzę przejęła ekipa Edwarda Gierka, wybrano dyskretniejsze rozwiązanie i zmieniono status GUKPPiW z urzędu administracyjnego na organ kontrolny, wyjmując go spod regulacji KPA. Jednocześnie zwiększono pulę etatów cenzorskich do 464. Gdy zaś w 1975 r. wprowadzono reformę administracyjną kraju i wydzielono 49 województw, starano się w każdym utworzyć delegaturę WUKPPiW.

 

Cenzorzy na cenzurowanym

Autor trzyma w rękach swoją książkę.

Tomasz Strzyżewski i Czarna Księga Cenzury PRL. Źródło: Anna Kaczmarz / Dziennik PolskiCC BY 3.0, via Wikimedia Commons

„Zapoznałem się z dokumentem, który podnosi włos na głowie” notował w 1977 r. Stefan Kisielewski w swoim dzienniku. „Coś niesłychanego! Drobiazgowo wyliczone, o czym nie wolno pisać” dodawał. Owym dokumentem był zbiór instrukcji, tworzących 13 działów Księgi zapisów i zaleceń GUKPPiW. Skopiował je i przemycił do Szwecji w marcu 1977 roku, pracownik krakowskiego WUKPPiW Tomasz Strzyżewski. Tajnymi dokumentami zajęła się polska emigracja polityczna, a dzięki jej wysiłkom, zostały wydane w formie dwutomowej publikacji. Jej czytelnicy mogli się dowiedzieć, że GUKPPiW wprawdzie formalnie podlegał premierowi, lecz kluczowe instrukcje spływały z KC PZPR. Dotyczyły one kwestii politycznych i jasno określały, o czym, lub o kim nie wolno wspominać zarówno w prasie, telewizji, radiu, jak i w działach literackich, filmowych itd. Jeśli znani ludzie kultury, jak np. Jerzy Andrzejewski, Tadeusz Konwicki, Zbigniew Herbert, Stefan Kisielewski i wielu innych, angażowali się w akcje sprzeciwu wobec działań reżymu, ten w odwecie nakładał na nich „zapis cenzorski”.

Na podstawie instrukcji z KC, kierownictwo GUKPPiW przygotowywało zalecenia dla cenzorów. Ci zaś dbali, żeby nazwiska ludzi obłożonych „zapisem” zniknęły ze wszystkich mediów. Jednocześnie wyrywkowo cenzurowano wszystko, co publikowali jako autorzy. W najgorszym przypadku niepokornych twórców obejmowano całkowitym zakazem publikacji. Wówczas cenzorzy konfiskowali wszystko, co nowego stworzyły te osoby, odcinając je od możliwości zarabiania na życie. W tym systemie premier i ministrowie wnioskowali jedynie o „zapisy” cenzorskie, odnoszące się do spraw gospodarczych. Ich instrukcje były bardzo szczegółowe i dotyczyły wręcz jednostkowych przypadków. Trzecim centrum decyzyjnym, wpływającym na kształt tego, co mogło ukazywać się w mediach, był Główny Zarząd Polityczny LWP. To stamtąd przychodziły do GUKPPiW dyrektywy wskazujące, jakie informacje winny zostać wyeliminowane z mediów, by zachowana została „tajemnica wojskowa”. Uświadomiwszy sobie skalę i dokładność cenzurowania źródeł informacji w PRL, Stefan Kisielewski to podsumowywał: „Teraz rozumiem, że Ruscy ruszyli na Czechosłowację, kiedy prasa zaczęła tam drukować bez cenzury. Niewolnik jest niewolnikiem, dopóki o swojej niewoli nie wie”.

 

Demontaż systemu

Ujawnienie przez Strzyżewskiego Księgi zapisów i zaleceń okazało się pierwszym z wielu ciosów, jakie w kolejnych latach spadły na GUKPPiW.

Żółta legitymacja ze zdjęciem, danymi i czerwonymi pieczątkami.

Legitymacja Tomasza Strzyżewskiego

Jako że skala cenzury przestała być tajemnicą, gdy latem 1980 r. kraj sparaliżowała fala robotniczych protestów, wśród 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego umieszczono żądanie, by przestrzegać „zagwarantowaną w Konstytucji PRL wolność słowa, druku, publikacji”. Powstanie NSZZ „Solidarność” zaowocowało dwoma projektami ustaw, regulujących zasady działania GUKPPiW – rządową oraz społeczną, autorstwa publicystów i prawników, związanych z NSZZ „Solidarność” oraz Komitetu Porozumienia Stowarzyszeń Twórczych i Towarzystw Naukowych. „Drugi z nich pod koniec 1980 r. trafił do Sejmu i tam, omówiony w jednej z podkomisji, został zmieniony «na niekorzyść cenzury». W następnych miesiącach to prezes GUKPPiW Stanisław Kosicki zmuszony był protestować – postulowano bowiem zapis o odpowiedzialności karnej cenzorów, swobodnym wwozie i przewozie w Polsce druków […] i przepis mówiący, że niewydanie w terminie odmownej decyzji prowadzi w rezultacie do publikacji” opisuje Gardocki. Władze PRL-u odmówiły tak daleko idących ustępstw, ale presja, pod jaką się wówczas znajdowały, sprawiła, że 31 lipca 1981 r. Sejm przyjął nową ustawę, dużo łagodniejszą od tej napisanej przez sowieckich cenzorów. „Nazwę urzędu zmieniono na Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk; od tej pory jego decyzje miały być bardziej przejrzyste. Zniesiono też zapisy personalne. Kolejne aspekty to możliwość zaskarżenia decyzji GUKPiW do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a także – zaznaczenia w wydawanych publikacjach miejsc ocenzurowanych” wylicza Gardocki.

Wprowadzenie pół roku później stanu wojennego nie przekreśliło nowego prawa. Wprawdzie zwiększono wówczas uprawienia cenzorów, jednak ich ingerencje w tekst były już zaznaczane i widoczne dla czytelnika. Kolejnym krokiem ku zaostrzeniu kontroli stały się zmiany z lipca 1983 r. „W znowelizowanej wersji ustawy, dzięki wprowadzonym nieprecyzyjnych sformułowaniom, przywrócono możliwość dowolnej interpretacji przepisów prawa i bezwzględnego posłuszeństwa cenzorów PZPR-owskim wytycznym” opisuje Zbigniew Romek w Systemie cenzury PRL. Jednak w latach 80. poza cenzorską kontrolą ukazywało się w PRL-u coraz więcej czasopism i książek, konkurując z reżymowymi środkami masowego przekazu. To kruszenie się systemu nie podważyło jeszcze idei niezbędności istnienia cenzury. Podczas rozmów przy Okrągłym Stole, strona opozycyjna i rządowa uzgodniły, iż nastąpi jedynie powrót do zapisów ustawy z lipca 1981 r. Dlatego cenzura prewencyjna oraz GUKPiW istniały dłużej niż PRL. Likwidacja urzędu przy ul. Mysiej nastąpiła formalnie dopiero 6 czerwca 1990 roku, wraz z wejściem w życie nowej ustawy o prawie prasowym.

Ludzie idą ulicą miedzy dwoma budynkami. Urząd jest ogromnym budynkiem o wielu oknach.

Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, ul. Mysia, Warszawa. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Udostępnij: