
Jan Mitręga
W czasach rządów Władysława Gomułki (1956-1970) problemy z energią elektryczną regularnie przyprawiały tegoż I Sekretarza KC o ból głowy. „A więc energetycy obiecują nam niewyłączanie prądu – pod warunkiem, że sami odbiorcy, zarówno indywidualni, jak i wielkie zakłady przemysłowe, przestrzegać będą oszczędnego, racjonalnego, użytkowania mocy” – informowała na początku lat 60. „Trybuna Ludu”. Ten stan rzeczy sprawiał, że budowa nowych elektrowni stała się priorytetem. Za realizację tego planu odpowiadał Jan Mitręga. „Był najdłużej urzędującym ministrem odpowiedzialnym za energetykę i górnictwo w historii Polski – piastował tę funkcję od 1959 do 1974 r.” – wyjaśniają w książce Wiek energetyków Bartłomiej Derski i Rafał Zasuń. „Jacek Dreżewski, w PRL m.in. dyrektor Elektrowni Połaniec […] wspomina go jako człowieka o, delikatnie mówiąc, niewielkich kwalifikacjach intelektualnych, za to z nieodpartą skłonnością do wyrobów krajowego przemysłu spirytusowego” – dodają autorzy. Jednak Mitręga cieszył się zaufaniem Gomułki i potrafił uzyskiwać od znanego ze skąpstwa I Sekretarza aprobatę na wydatkowanie olbrzymich sum, koniecznych do powstania nowych elektrowni.
Rodziły się one jednak w bólach. Dyrektor elektrowni Turów Zygmunt Łątka ich budowę dzielił na pięć etapów: „Pierwszy etap budowy: nieopisany entuzjazm, drugi etap: nieopisany bałagan, trzeci etap: szukanie winnych, czwarty etap: karanie niewinnych i piąty etap: nagradzanie niezasłużonych”. W końcu jednak inwestycje finalizowano. Siedem wielkich elektrowni węglowych, powstałych w dekadzie lat 60., generowało łącznie 7,6 tys. MW (megawatów) mocy. Dzięki nim w 1970 r. system energetyczny PRL-u dysponował łącznie mocą ok. 12 tys. MW. To sprawiało, że czasowe przerwy w dostawach prądu odeszły do przeszłości. Po czym w 1970 r. zjawił się Edward Gierek.
Mnożenie mocy

Edward Gierek z gospodarczą wizytą
„Realizacja dynamizmu rozwoju kraju wyzwoli moc twórczą narodu” – ogłosił Edward Gierek w lutym 1972 r. podczas wiecu w Katowicach. Nieco wcześniej Biuro Polityczne zatwierdziło sporządzony pod egidą Mitręgi pięcioletni plan rozbudowy energetyki. Zakładał on rekordowe inwestycje w tej branży. Miały powstać nowe elektrownie o mocy prawie 7 tys. MW. Początkowo zapowiadało się, iż na tym polu reżym odniesie spektakularny sukces. Do 1976 w ramach planu pięcioletniego oddano do użytku bloki energetyczne o łącznej mocy 6100 MW. Nigdy wcześniej ani później w Polsce nie odnotowano takiego jej przyrostu. Jednak w 1974 r. zaczęło się okazywać, że kolejne inwestycje ukończone zostaną z dużym opóźnieniem. Z powodu niedoborów materiałów budowlanych, złej organizacji i malejącej chęci do pracy robotników, wlokły się one w nieskończoność. Chcąc temu zaradzić, na początek „awansowano” Mitręgę na stanowisko ambasadora w Czechosłowacji. Z jego ministerstwa utworzono natomiast dwa nowe: górnictwa oraz ministerstwo energetyki i energii jądrowej.
Reorganizacja i zmiany kadrowe na szczytach władzy nie przyspieszyły budowy elektrowni. Na to nałożyła się jeszcze ogromna energochłonność gospodarki PRL-u. W 1976 r. wiceminister energetyki Bolesław Bartoszek informował rząd, że „W 1972 r. zużycie energii na jeden dolar PKB w Polsce wynosiło 1950 kg paliwa umownego, w USA 1370 kg, w Wielkiej Brytanii 1374 kg, w RFN 1042 kg”. Marnotrawstwo energii sprawiało, iż jej zużycie rosło o 7% każdego roku. Mimo to w grudniu 1975 r. VII Zjazd PZPR przyjął uchwałę sprawozdawczą wprost tryskającą optymizmem. „Zapotrzebowanie kraju na energię elektryczną zostało zaspokojone. Nastąpiła dalsza poprawa ciągłości dostaw energii elektrycznej. Nadwyżki energii elektrycznej przeznaczono na eksport” głoszono.